dambomam.pl - oddaj/weź za darmo na aukcji

Wielki Konkurs Piracki - dokończ opowieść!


wartość:0 pt.
licytowań:0
wygrywa: -
do końca:
kategoria:książki i komiksy
lokalizacja:Łódź!
oferuje:Kpt Barnaba Piszczel
 
dodaj do obserwowanych


KATEGORIA: książki i komiksy

POWÓD WYSTAWIENIA: Bez powodu



opis:

Witamy Was w naszym Pirackim Konkursie!

Razem z Wydawnictwem MG, przygotowaliśmy całkiem nowe wyzwanie. Tym razem, Waszym zadaniem jest napisanie wspólnymi siłami opowiadania w iście łotrzykowsko - pirackim stylu. Pani Magdalena Starzycka, autorka książki "Słowo Pirata" (które to książki właśnie w konkursie można wygrać - i to z autografem!), wybrała dla Was pewien fragment na sam początek... Jak potoczy się dalej opowieść? Jacy bohaterowie się jeszcze pojawią i jakie będą ich losy? To wszystko zależy już całkowicie od Was! Dopisując kolejne komentarze, razem popchniecie historię naprzód! Na koniec konkursu zostaną wybrane trzy fragmenty, które w najbardziej przekonywujący, stylowy i klimatyczny sposób wpłynęły na całe opowiadanie! Gotowi do naszej nowej zabawy?

Konkurs kończy się o północy z dnia 3 na 4 lipca 2011.
 

REGULAMIN KONKURSU


Okładka książki

 

O książce:

Magdalena Starzycka proponuje nam pełnokrwistą powieść łotrzykowską.

To lektura dla tych, którzy w głębi duszy marzą o niezwykłych przygodach, zaskakujących zdarzeniach i losie, który pcha nas niekoniecznie tam, gdzie sami byśmy wyruszyli.

Wyraziście przedstawia lody dwóch rodów na przestrzeni dwóch wieków. Bohaterowie kierowani nieprzewidzianą dłonią losu, ale własnymi pasjami, wędrują przez morza i lądy parając się różnymi zawodami: są piratami, handlowcami, uprawiają winnice. Kochają się, przeżywają tragedie, wspierają się przyjaźnią. A choć akcja przenosi nas od Brazylii do Francji i Niemiec, miejscem kulminacyjnym jest Łódź, ta XIX-wieczna, z tworzącym się wielkim przemysłem i ta dzisiejsza.

 

Okładka książki

 

Magdalena Starzycka jest łodzianką zafascynowaną swoim miastem, ale interesuje ją też świat szerszy, tropi ślady swoich ziomków w odległej przeszłości i równie odległej przestrzeni. Była w swym życiu nauczycielką, potem lektorką języka polskiego w Uniwersytecie Łódzkim, a następnie w Universidade de Lisboa w Portugalii. Jest też tłumaczką, publicystką, autorką opowiadań i reportaży: współpracuje z Tyglem Kultury, a także z Kroniką miasta Łodzi… Przetłumaczyła powieść „Szczęśliwa miłość” Davida Morão- Ferreiry, napisała także dwie powieści własne: „Manufaktura czasu” oraz „Spijając filiżankami słońce”.

 

 

Okładka książki

 

www.wydawnictwomg.pl

„Słowo pirata” jest jej trzecią powieścią.

 

„Słowo pirata” ukaże się 16 czerwca

 


 

REGULAMIN KONKURSU

A oto początek naszej historii:

 

Dostał się na ten brzeg szalupą, ale nie pamięta nawet, jak wylazł na ląd ani dlaczego jest sam, bo w szalupie byli też marynarze. Pamiętał tylko gigantyczny wysiłek, kiedy płynął wpław do lądu, i wyczerpanie. Czuł się teraz bezradny jak małe dziecko i nieszczęśliwy.

 

Po jakimś czasie jakieś pięćdziesiąt metrów od siebie dostrzegł ciemny kształt. To chyba moja, a może i nie moja szalupa wyrzucona przez morze – pomyślał. Na horyzoncie natomiast widać było żaglowiec z podartymi, powiewającymi jak flagi żaglami; jeden maszt był złamany. No tak, to piratów – pomyślał. Bliżej był drugi, tkwiący w dość nienaturalnej pozycji, z uniesionym lekko dziobem. To mój, nadział się na podwodne skały. Czy da się go jeszcze uratować? Pytania same pchały mu się do głowy. Kuśtykając, podszedł do szalupy. Stamtąd spostrzegł coś intrygującego. Posuwał się powoli, wolniej niż dyktowała mu to jego ciekawość, która gnała go naprzód. Kiedy się zbliżył, nie miał już wątpliwości. Poznał go.

 

Na brzegu leżał trup jego wroga, przywódcy piratów, który wczoraj wycelował pistol w jego pierś – i wydawało się, że zaraz pociągnie za spust, ale zabił nie jego, tylko Hansa Hartmana. Ostrożnie, z odrazą uniósł stopą ramię trupa. Zdziwił się, bo „trup” jęknął. On żyje!

 



Dalsze losy naszych bohaterów zależą już wyłącznie od Ciebie! Historia (a więc i konkurs) zakończy się o północy z dnia 3 na 4 lipca!

darmowa wysyłka


Sprawdź cenę "Wielki Konkurs Piracki - dokończ opowieść!" w porównywarce

komentarze/pytania:

Zadumał się ciężko, gdyż sytuacja była jednakowoż niezwykła, co niepokojąca. Niezwykła, bo jeszcze nigdy nie oglądał swojego wroga z tak bliska. Niepokojąca... bo jeszcze nigdy nie był tak blisko wroga! Pomyślał chwilę, lecz stwierdził tylko tyle, że na myślenie właśnie nie ma czasu. Trzeba działać, a więc do dzieła! Na szczęście zawsze miał przy sobie sznurek, którym teraz związał wroga, tym samym zapewniając sobie przewagę. Ponownie kopnął go czubkiem buta w ramię. - Co jest...? - wymamrotał półprzytomny. - To ja tu zadaję pytania! - warknął pirat, po czym...
... zaczął ciągnąć związanego jeńca daleko w głąb nieokrzesanej puszczy. Jakby przez przypadek wlókł go drogą pełną ostrych kamieni, wystających korzeni i leżących szyszek. Musiał pomścić Hansa Hartmana, swojego najlepszego druha podroży i poskramiacza wód. W jego głowie ukazywał się co raz brutalniejsze posunięcia wobec Przywódcy Piratów. Tymczasem na ich drodze pojawili się mieszkańcy tutejszy terenów. Byli umalowani na czarno, w uszach, pępkach i nosach mieli powbijane brudne kości, z początku wyglądali na Indian, lecz po krótkiej rozmowie obaj piraci spostrzegli, że przed nimi stoją prawdziwi kanibale. Związany Przywódca Piratów, zaczął błagać o rozwiązanie i zlitowanie się nad nim. Pirat zapomniał o pomszczeniu przyjaciela i rozwiązał swojego wroga, nie pozwoli by ludożercy zjedli go lub Przywódce Piratów.
Wiadomo, nic tak nie jednoczy, jak wspólny przeciwnik. Zwłaszcza, gdy ma przewagę liczebną, a ty i twój, hmmm... sojusznik jesteście ledwie żywi. Błyskawicznie przeszukał kieszenie, nóż - taaak, oni też mają noże, pistolet - ale proch zamókł... busola - a co mam z nią zrobić, rąbnąć ludojada w łeb?! Ale kompas zainteresował najbardziej obwieszonego kościaną biżuterią tubylca. Zbliżył się ostrożnie i wyciągnął rękę...
...wtedy wydarzyło się coś niesamowitego. W jednej chwili z kompasu wystrzeliły złote promienie zabijając wszystkich ludojadów jak i samego Przywódcę Piratów. Lirik Bens stał wśród starty trupów. Co teraz mam zrobić?-pomyślał. Tajemnicza złota busola jednako ocaliła mu życie. A on przecież nie wierzył w magię, a co dopiero w magiczne przedmioty. Skąd wziął się owy kompas? Skąd ten stary drań Des Nop go miał? W jaki sposób wyzwoliła się owa moc? Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi. Lirik słyszał kiedyś opowieść o Wyspie Magów, ale to była przecież bajka dla dzieci. Coś takiego nie istnieje. A jednak, miał na to dowód, magiczną busolę. Zaczął się zastanawiać co przedmiot jeszcze potrafi, lecz nagle usłyszał w dżungli dziwny dźwięk, coś jakby przeciągłe bicie dzwonu, ale zupełnie inne. Drażniło to jego zmysły. Nagle poczuł jak opuszczają go siły, zaczął tracić przytomność. Upada. Teraz rozbitek leży wśród trupów, zupełnie nieprzytomny. Wtem zerwał się silny wiatr...
Był pół żywy ale żywy teraz dokończymy porachunki nie zabije cie teraz polecisz na stryczek jak na pirata nastało tylko gdzie ja jestem, hmm związanego pirata zostawił na brzegu i poszedł się rozejrzeć.Dookoła tylko woda i wraki statków wszedł wgłąb wyspy i zatrzymał się ciarki przeszły mu po plecach czuł że nie są sami ale gdyby wiedział co kryje ta wyspa co kryje się w konarach drzew został by na plaży ba nawet dał się zabić... Tymczasem pirat ocknął się rozejrzał się był związany więc pomyślał nie jestem sam próbował się rozwiązać ale więzy były bardzo mocne chwile pomyślał i powoli o jakiś wystający kamień zaczął przecinać więzy po jakimś czasie udało mu się.We wraku znalazł pistolet trochę rumu i inne drobiazgi ale w obecnej sytuacji raczej mu się nie przydadzą wyruszył wgłąb wyspy to co zobaczył a raczej co skradało się za plecami jego wroga zmroziło mu krew. Padł strzał bestia upadła.Teraz obaj stanęli na wprost siebie ale czy to był dobry moment na porachunki?......
Wtem zerwał się silny wiatr , piasek wzniósł się do góry, chmury zasłoniły słońce, a jego twarz zalewał zimny, mroźny deszcz. Obudził się w ciemnym, ciasnym hmm.. pudle? Arr, Krzyknął nie mógł się ruszać, "pudło" dopasowane było idealnie do jego sylwetki i twarde jak beton. Rozbitek, starał przypomnieć sobie jak tu trafił. Nie pamiętał nic, oprócz oślepiającego złotego światła i przeszywającego dźwięku dzwonów. Wtem do jego uszu dotarł ten sam przeszywający dźwięk, który słyszał w dżungli. Tym razem dźwięk jakby się zbliżał i narastał. Dopiero teraz pirat wpadł na straszną pomysł. Czyżby to on był wybrańcem Kapitana Williama Kidda? Najstraszliwszego i najgroźniejszego z piratów, który umierając powiedział, że powróci i odzyska to co do niego należy.
Nikt nie wiedział, na czym mu tak zależało, ale powiedział to tak, że historię tę znał każdy pirat i wielu próbowało znaleźć jego ciało, lub jakąś wskazówkę naprowadzającą na jego skarby, niestety nikt nie wrócił żywy z tej podróży. Kapitan podobno porozrzucał po świecie magiczne przedmioty, które pomogą mu powrócić do świata żywych.
Na początek postanowił popukać delikatnie w swoje niezbyt wygodne legowisko. Rozległ się głuchy dźwięk, następnie usłyszał dziwny szelest, jakby osuwającej się ziemi. Szurało i szurało, przy próbie pukania dźwięk stawał się coraz bardziej głuchy. Nagle dotarło do niego z przerażającą jasnością: znajduje się w trumnie, a ktoś zakopuje go żywcem! Ratuuunkuuu! Pomooocy! Ja żyję!...odpowiedziała mu cisza.
Spostrzegł, że ciężar przygniatającej ziemi wzrasta, nagle jego oczy pogrążyły się w ciemności, krew powoli zaczęła zalewać mu oczy, usta odmawiały posłuszeństwa, podobnie jak nogi i ręce. Jego ciał zaczęło się rozkładać, przeżywał największe tortury w swoim życiu. Był za młody, żeby umierać! Nie może tak umierać. Zawsze myślał, że zginie w chwale, walczą z wrogiem, a nie zakopany żywcem na tej zdziczałej wyspie. Zdołał złapać busolę w rękę i wydobyć z siebie pełen bólu i przerażenia krzyk: "Nie chce tak umierać! Chce być poza tą trumną i powybijać każdego kto uczestniczył w moim "pogrzebie". Nagle został sparaliżowany dźwiękiem, podobnym do tego co pamiętał, ale tym razem był bardziej łagodny i promienny.
Rozbłysło oślepiające światło i pirat leżał na powierzchni, wśród wysokiej trawy. I tak jak wtedy busola uratowała Lirika. Czas wziąć sprawy w swoje ręce, pomyślał. Trzeba przeszukać wyspę, zorientować się co tu się u licha wyrabia. Dziwne dźwięki, magiczny kompas, czort wie co jeszcze? Ale najpierw broń, to jest najważniejsze, zbrojny w nóż daleko nie zajdę, a muszę coś jeść przecież, mówił do siebie w myślach. Łuk, to było to, co było potrzebne Lirikowi. Cięciwę zrobił z liany, niezwykle wytrzymałej jak na roślinę, wyciął łuk z gałęzi drzewa, nie znał go, ale wyglądało na silne. Pozostał tylko grot strzały, zagubiony pirat nie mógł znaleźć nic pasującego na to miejsce. Zaostrzył tylko jej koniec i poszedł w głąb dżungli.
Szedł i szedł, lecz mimo swych wielkich starań nie znalazł niczego godnego uwagi. Poirytowany tym faktem przysiadł pod drzewem i pogrążył się w rozkminie. "Cholewa! Tak być kutwa nie może! Chędożę to!"- pomyślał i w niewiadomym celu pomacał ręką w kieszeni. Jakże ogromne było jego zdziwienie po tym jak znalazł w niej jointa. -Boże, jednak istniejesz!- wykrzyknął ogarnięty nieopisana radością. Już włożył blanta do ust, kiedy to okazało się, że nie ma ognia. "Sacrebleu!" zaklął w myślach, po czym rozzłoszczony tupnął nogą. Przez przypadek kopnął 2 krzemienie. Cóż za niedorozwinięta gapa z tego naszego pirata. Na szczęście nie był na tyle głupi i wiedział co zrobić z owymi kamieniami. Po paru minutach podpalił skręta i zaczął delektować się buch za buchem jego niezwykłym aromatem.
Niestety nic nie trwa wiecznie. Skrent się skończył, razem z nim skończyła się ta chwila błogiego uniesienia i nie myślenia o niczym. Trzeba było wrócić na tajemniczą wyspę, trzeba było rozwiązać sprawę dziwnego pochówku, kompasu oraz legendy o magach i duchu zmarłego pirata. Lirik ruszył dalej, nożem torując sobie drogę wśród roślinności.
Idąc i machając nożem w celu pozbycia się roślinnych przeszkód przez przypadek ugodził jakiegoś Murzyna. Ten padł na ziemię zabity. Krew zaczęła wylewać się ze wszystkich jego czarnych otworów. - O men! Zabiłem go! - krzyknął przerażony. Po sekundzie jednak chlasnął się z całej siły w brudny, podrapany policzek. -Myśl człowieku! Jesteś piratem, nie lamusem! - próbował zachować samokontrolę. Po trwającym chwilę monologu, przyjrzał się tubylcowi. Jedyne co przykuło jego uwag, była ściśnięta w dłoni mapa.
Nie była to jednak zwykła mapa. Podobnie jak busola, mapa miała magiczny charakter - pokazywała położenie właściciela migającym, czerwonym punkcikiem. - Gdzie ja się znalazłem? - pomyślał zdezorientowany. Punkcik migał w równej odległości między brzegiem a środkiem wyspy. - Wyjaśnię to do końca - powiedział zdecydowanym głosem i ruszył w głąb wyspy. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, dotarł do tajemniczych ruin. Jednak czuł, że nie jest już sam...
W jego głowie toczyła się istna rewolucja. Starał się zawsze twardo stąpać po ziemi, nie odpływał w świat fantazji i nie wierzył w magię. A w jego rękach widniała mapa, mapa, którą ciężko mu było odczytać. Usiadł na dużym kamieniu, aby odpocząć. Nie wiedział co dalej robić. Wtem mapa niczym najczystszy ogień dała o sobie znać, wybuchając ciepłem stu słońc. Poparzona ręka kapitana rzuciła nią o ziemię. Ona, otwierając się, odkryła kolejny odcinek mapy. Ruiny, które wcześniej wydawały się być centrum wyspy, stały się zaledwie początkiem. Najróżniejsze znaki, napisy były takie... imponujące, ciekawe, NIEZWYKŁE! Czerwony punkt, którym oznaczone było miejsce pobytu, wyglądało teraz jako początek przygody. Przygody, jaką nasz bohater musi rozegrać. Przygody, która odmieni życie kapitana!
Czy kapitan się bał? Oczywiście! Ale strach ten dodawał mu tylko otuchy. Zawsze uwielbiał wyzwania, a te wydawało się być największym, jakie w życiu pokona. Pierwszym punktem na mapie była jaskinia Bylucidra. 'Takie imię, może nosić tylko coś potwornego' - pomyślał kapitan. Wyciągnął więc z kieszeni swój medalik. Klęknął i unosząc głowę ku górze, zaprzysiągł, że wyjdzie z tej opresji cało, a wieść o dzielnym kapitanie rozniesie się po całym świecie! Założył naszyjnik na szyję i ze wsparciem duchowym ruszył ku siebie, na nieznane lądy, które skrywają przed nim jeszcze wiele niespodzianek.
Lirik stał wśród ruin. Były to rozpadające się mury kamienne, wszędzie widniały ogromne dziury, kilka metrów dalej wznosiła się zniszczona wieża. Pirat nie był sam, czuł to. Rozejrzał się uważnie i jego wzrok zatrzymał się na postaci skulonej przy gruzach. Była to kobieta. Jej czarne splątane włosy opadały na smukłą twarz. Była cała ubłocona i wyglądała na wyczerpaną. Lirik zbliżył się do niej ostrożnie. Ujrzał jej podrapane ręce, podartą suknie. -Kim jesteś?- to pytanie samo uleciało z jego ust.
Czarnowłosa rzuciła na niego przeszywające spojrzenie. Milczała. Lirik nie dawał za wygraną. Podszedł bliżej. Kobieta ani na sekundę nie spuszczała z niego swojego złowieszczego wzroku. Ta krępująca cisza sprawiła, że sytuacja z drętwej zamieniła się w napięta. W powietrzu czuć było burzę. Zaraz coś się wydarzy. Kapitan postanowił pomóc nieznajomej i zaryzykował podać jej dłoń.
Była nie ufna, a jej wzrok sprawiał, że Lirik poczuł lodowate zimno. Lecz po chwili ona również podała mu dłoń, była zbyt wyczerpana by się opierać. Wyglądała na nieco przerażoną, jakby od dawna chowała się przed czymś lub przed kimś. Była wychudzona lecz jej twarz wyrażała dumę i niespotykaną siłę- nazywam się Ravenna, jestem córką kapitana Fogga, nasz statek rozbił się podczas sztormu, a ja jako jedyna ocalałam i niefortunnie wylądowałam na tej wyspie. Skryłam się w ruinach przed ludożercami, widzę, że nie jesteś jednym z nich. Musisz wiedzieć, że ta wyspa skrywa jakąś tajemnicę, czas biegnie tu inaczej, i ten dźwięk dzwonu, sprawia że w człowieku budzą się najgorsze lęki. Nie wiem co jest jawą, a co snem. Ale dosyć o mnie, gadać coś za jeden i skąd się wziąłeś na tej przeklętej wyspie. Wyzywająco spojrzała mu w oczy...
Ona chwyciła ją swoją smukła ręką. -Na imię mi Etere.- powiedziała- Obudziłam się na plaży coś powiodło mnie tutaj. Szłam jakby w transie. Jestem bardzo głodna i spragniona. Masz coś?-zapytała. -Oczywiście, proszę. Mam trochę wody ze strumienia, który znajduje się nieopodal i zostało mi jeszcze trochę pieczonego ptaka. Nieznajoma wzięła bukłak z wodą i zaczęła łapczywie pić, potem zabrała się za drób. Był żylasty, ale zajadał go jakby był najlepszym daniem na świecie. -Dziękuję, za to. Przepraszam, że nie zapytała jak nazywa się mój wybawca. -Mówią mi Lirik.- powiedział nieśmiale.- Nie uwierzysz co tu się działo. I zaczął opowiadać jej wydarzenia od rozbicia statku...
Nie zrobiły one na niej żadnego większego wrażenia. Siedziała nieruchoma, patrząc w jeden punkt. Można było odczuć, że słowa Lirika w ogóle do niej nie docierały. W końcu Pirat stwierdził, że nie ma sensu dalsze opowiadanie. Zbliżył się do niej i klepnął w ramię. Etere jednak cały cały czas siedziała bez ruchu skulona. Postanowił użyć nieco swej siły i lekko ją pchnął. Kobieta bezwładnie osunęła się na ziemię. Nie żyła...
Lirik przyłożył ucho do jej ust, czuł oddech. Etere żyje, ale co jej się stało? W jaki sposób normalna zdrowa kobieta osunęła się bezwładnie na ziemie? Powód był tylko jeden, zasnęła z przemęczenia. Lirik ułożył się wygodnie obok kobiety i również zasnął. Narazie nie przejmował się niczym, pragnął tylko odpocząć.
Jednak po jakimś czasie coś wyrwało go z drzemki. Był to głośny szloch. Ogarnięty zdziwieniem, wstał i szybko znalazł się u boku Etere. -Co się stało? Czemu płaczesz? - zapytał nieśmiało. W odpowiedzi został tylko obrzucony zimnym spojrzeniem. -Nie bój się. Możesz mi zaufać. -próbował zdobyć przychylność nieznajomej. -Ale ty mi nie możesz. Znajomość ze mną może mieć dla ciebie fatalne skutki. - odparła stanowczo, ocierając łzy.
-Ale dlaczego? Co jest takiego złego w Tobie-pytał. -To, to przeze mnie statek się rozbił... ja...ja... coś zrobiłam-mówiła płacząc. -Ale co, do cholery?!-Lirik krzyknął. Ona zaniosła się jeszcze większym szlochem.-No już dobrze, przepraszam, niepotrzebnie się uniosłem. Jak będziesz chciała to mi powiesz. -Tak, dziękuję.-zaszlochała. -A teraz przestań już ryczeć, nie lubię tego, wrażliwy ze mnie człowiek i zaraz ja zacznę zaraz z tobą płakać. -Przeeeeeeeeeeepraszam-wydała z siebie przeciągły szloch. -Ahhh te kobiety- skwintował Lirik i przytulił Etere do własnej piersi. -Ogrzej się, noce są tu wyjątkowo zimne...
Etere od dłuższego czasu brakowało bliskości i akceptacji. Nieco zdziwiona otwartością mężczyzny bez protestu wtuliła się w jego ramiona. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Siedzieli w uścisku przez kilka minut. Tak prosty gest ze strony Lirika znacząco wpłynął na samopoczucie niewiasty. Kiedy już ochłonęła, nagle coś w niej pękło. Do tej pory zagubiona, poczuła, że wreszcie ma w kimś oparcie. To było niesamowite uczucie.
Rano wstał , ale nigdzie nie widział Etere. Rozejrzał się i ujrzał ją stojącą przy skale i wpatrującą się gąszcze. Nagle kobieta bezwładnie osunęła się na ziemię. W plecy miała wbity sztylet. Lirik przerażony ukląkł obok niej i obrócił jej twarz ku sobie. Tęczówki dziewczyny na jego oczach zmieniły kolor z piwnych na niebieskie. Tak głębokie, że można by się utopić. To właśnie miał zrobić Lirik, gdyby nie kula wystrzelona z rewolweru, która przeleciała mu koło ucha. Mężczyzna położył głowę Etere na trawę i z wściekłością odwrócił się w stronę zarośli, skąd dobiegł go głos odbezpieczania rewolweru.
Wyciągnął rapier i ruszył w kierunku krzaków. – Z całym szacunkiem, nie radzę – rozległ się kobiecy głos i w tym samym momencie przed nosem Lirika pojawiła się lufa rewolwera. – Nie daruję ci tego… - zasyczał pirat, ale nim zdążył coś dodać z zarośli wyszła właścicielka srebrnej broni. – Takim jak ona się nie ufa – szepnęła. Nie była ładna. Była cudowna. Ciemne, rude mocno kręcone włosy przewiązane były ciemnozieloną chustką. Ubrana była w niegdyś zapewne biała koszulę i brązowe spodnie. – Ale tobie ufać mogę? – zauważył Lirik przez zaciśnięte zęby.
Nie żeby kobieta go nie oczarowała. Owszem, ale zamordowała Etere. – Jestem Airis. – rzekła. – A teraz się odwróć i popatrz na swoja miłość. Pirat odwrócił się. I otworzył szeroko oczy. Etere spalała się. Dosłownie. Po kilku minutach z jej ciała pozostał popiół. – To nie człowiek. – Airis westchnęła. – Ta wyspa jest przeklęta. Zrobiłeś ogromne głupstwo pomagając jej. Ona jest driadą. Jej wygląd dostosowuje się do ideałów ‘architekta’. Ona prowadzi na śmierć wszystkich rozbitków. A teraz ściągnąłeś na nas jej ojca. – spojrzała na niego ponuro i opuściła rewolwer. – Czyli kogo? – spytał Lirik nadal przerażonego Eterą. A raczej tym co z niej zostało.- Potwora morskiego. Wielkiego smoka z trzema głowami. – odparła Airis grobowym głosem. Po czym zamarła słysząc ryk lwa. Bardzo blisko. Powoli odwróciła się. I wyciągnęła szablę.
- Przeczuwałam to. Teraz zaczną się nasze prawdziwe kłopoty. Matka driad będzie nam podsyłać swoje niespodzianki, aż nie zginiemy - mruknęła do Lirika. - A jak długo nie będziemy ginąć? - spytał mężczyzna z wisielczym humorem. - To obudzi tatusia - odparła, cofając się, gdy tygrys zbliżał się do nich. - Czy to przed chwilą nie był lew? - zapytał Lirik. - To nie jest prawda. - powiedziała nagle kobieta. - Jego tu nie ma. - Kogo? - mruknął jej rozmówca próbując odpalic z pistoletu. - To iluzja - odparła Airis.
Zamaszystym ruchem przecięła wysokie trawy i spotkała się oko w oko z wrogiem. Był to ogromnych rozmiarów lew. Bez chwili wahania sunęła prosto na niego. Miała w sobie nieludzką odwagę i pewność siebie. Lirik oszołomiony, nie wiedział przez chwilę co się wokół niego dzieje. To wszystko stało się tak szybko! Wtem dobiegł do niego nieludzki pisk i ogłuszające ryknięcie stwora. Sytuacja wymagała trzeźwego myślenia. Natychmiast pobiegł pomóc nieznajomej. Jednak było już za późno. Okazał się niepotrzebny. Ofiara leżała na ziemi głucho dysząc. Tak, to Airis... Airis pokonała go bez problemu!
-Aha, nie mówiłaś, że potrafisz takie rzeczy.-powiedział z ironią Lirik.-Niby iluzja, a trzeba było go zabić, mógłby nam narobić problemów. To co robimy, mój kochasiu? -Może trochę grzeczniej? Skąd mogłem wiedzieć? Było wyjść wcześniej z lasu i mi powiedzieć. Ciężko było? -Uwierz mi, od dawna nie miałam większego ubawu. ,,Ogrzej się, noce są tu wyjątkowo zimne", ahhh jakie to było słodkie.-drwiła Airis. -Skończ już, dobrze? -Skończę kiedy będę miała na to ochotę. A teraz zbieraj dupę w troki i ruszamy, nie możemy tutaj zostać. No rusz się! -Dobra, już dobra, po co te nerwy. Lirik ruszył za Airis, ociągał się, ale ta kobieta miała coś w sobie. Gdybym tylko wiedział co.-pomyślał Lirik.
Kobieta odgarnęła włosy z twarzy. - No, załatwione. - rzekła dziarsko. - Co? - zapytała trochę oniemiałego towarzysza. - Ty tak sama... - zaczął ale mu przerwała - Tak, ja sama, samiuteńka. Jeśli nie pamiętasz, ja służę pomocą: ty stałeś i nic nie robiłeś, bohaterze - powiedziała kpiąco.- A po za tym nawet nie znam twojego imienia, zechcesz je ujawnić? - Lirik - mruknął młodzieniec. - Dobra... Louis, to zabieramy się stąd.
O tak, miała cos w sobie. Ironię, sarkazm, cynizm i inne paskudne cechy. A jednak... jednak Lirik czuł tajemnicę, którą owiana była dziewczyna. - Zostajesz w tyle, Lucas? - zawołała kpiąco Airis. - Lirik! - odwarknął i wściekle smagnął nożem zarośla przed sobą. W pewnym momencie dało się słyszeć szum. - Woda... - szepnęła Airis. Przeszli parę kroków i i ch oczom ukazał się ogromny wodospad...
Lirik już ruszał ku rzece. - Stój - zarządziła Airis. - Ten wodospad to złudzenie. Słuchaj, Leon, tutaj wszystko jest iluzją, nic nie jest prawdą... przynajmniej ciężko to odróżnić. Matka driad gra z nami w swoją upiorną grę, której tylko ona zna zasady. Nie możemy niczemu ufać.
- Jak poznać, co jest fikcją, a co rzeczywistością? - mina Lirika wskazywała na wielkie zdezorientowanie. - Otwórz swój umysł - odpowiedziała spokojnym głosem Airis. - Zapomnij o swym ciele. Uwolnij umysł na świat. Tylko tak rozpoznasz prawdę, a fałsz nie będzie Cię zwodził. Hmmm... Chyba powinnam wytłumaczyć Ci, w co tak naprawdę się wplątałeś. - Najwyższy czas - skwitował krótko Lirik. - Historia tej wyspy sięga starożytności. Słyszałeś może o Atlantydzie? Lirik twierdząco kiwnął głową...
@@@@Przepraszam, że przerywam, ale Reja, zanim dodasz post, odświeżaj stronę. Nie dodawaj kilku następujących po sobie, bo nie na tym ta zabawa polega. A i najważniejsze, zapoznaj się z wcześniejszymi wpisami, żeby ta historia była spójna. @@@@
@@@WRACAMY DO ZABAWY@@@ -Słyszałeś o Olimpie? -Znowu jego głowa pokiwała twierdząco. -A wiesz, że to wszystko to nie bujdy, tylko szczera prawda, a my jesteśmy w jej środku. - powiedziała Airis. Teraz Lirik zdał sobie sprawę, że lepiej było stąd wiać. Czemu słuchał się swojego pirackiego serca, a nie zdrowego rozumu. Obiecał sobie, że odkryje co tu się dzieję i że cały świat, będzie o nim mówił. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że zginie tu zapominany przez ludzkość, przez świat, a tajemnica, którą odkrywa przeraża go coraz bardziej. Z jego mózgu robi się zupa bzdur, kłamstwa i prawdy. Wszystko mu się miesza. Zupełnie jak w totku, w jego mózgu następuje zwolnienie blokad i wszystko co wcześniej było pokładane i miało swoje miejsce, miksuje się ze sobą. Nie wie komu ma ufać. To co przed chwilą usłyszał, to co zawsze uważał za bajki i legendy teraz staje się prawdą. Nie to nie możliwe. To wszystko w co wierzył, może okazać się kłamstwem, a to w co nie wierzył, prawdą. Czemu?...
-Czemu ta busola uratowała mi życie, mogłem zginąć zjedzony przez kanibali! - myślał głośno Lirik - Atlantyda i Olimp, może kiedyś istniały, ale zostały zrujnowane, zniknęły z powierzchni ziemi!! - Lirik już prawie płakał. -Nieprawda Olimp wcale nie upadł tylko z czasem się przemieszczał, zawsze gdy stawał w jakimś miejscu, działy się różne dziwne rzeczy, a ludzie albo zostawiali to jako nieodkrytą tajemnice (np. trójkąt bermudzki, strefa 51, Stonehenge), albo brali to za np. tsunami. Ale teraz Olimp dotarł do Atlantydy. Miejsce to stało się teraz niedostępne dla ludzi. Niedostępne dla zwierząt. Mieszkają tam tylko bogowie, herosi i mieszkańcy Atlantydy. Połączyły się tam dwie starożytne siły, bogów i cywilizacji Atlantydy. - skończyła Airis. Lirik ledwo trzymał się na nogach. Zdołał tylko zapytać się Airis skąd o tym wie. - Jestem Ateną boginią mądrości - odparła Airis. Dla Lirika było to za dużo. Zemdlał.
@@@historia jest spójna, ja tylko wprowadzam zwroty akcji. tylko raz nie odświeżyłam str bo od razu kliknęłam dodaj bo zapomniałam. dlatego dodałam następny, żeby był zamiast tego wcześniejszego. zresztą, nieważne@@@ Obudził się w jaskini. Było ciemno. Nic nie wiedział. Poruszył się strącając kilka kamieni. Usłyszał szelest. Odwrócił się i szeroko otworzył oczy z przerażenia.
Obok niego stała Airis. -Już, uspokój się, tutaj nic nam nie grozi. -Ale Atlantyda, jakiś Olimp, ty jako bogini. Co się tu dzieje? -Spokojnie mój kochasiu, gdy tylko dotarliśmy do rzeki upadłeś. Pewnie to przez tą cholerną driadę, jak jej było? Etere? -Ale przecież mówiłaś, że znaleźliśmy się w środku czegoś, że Atena, mądrość. -jąkał się Lirik. -Hmmm, pomyślmy. Zemdlałeś, przeniosłam cię tutaj, do jaskini. Jakieś pomysły skąd sobie to wszystko wziąłeś? Lirik przecząco pokręcił głową. -Nie? Sen, barani odchodzie, śniłeś i to w najlepsze. -Oj dobra, może już się uspokoisz. Przy każdym słowie mnie obrażasz, dlaczego mnie tak nienawidzisz? Zrobiłem ci coś? No powiedz.
-Ohh zamknij się.-warknęła. Chwyciła twarz chłopaka, przyciągnęła ją do siebie, ich usta się spotkały. Airis całowała namiętnie, niemal pożerając Lirika. On nie pozostawał obojętny. Z pełną stanowczością odwzajemniał uczucia Airis. Całowali się, Airis zlizywała pot z piersi Lirika, on pieścił jej piersi. Zerwali ubrania. Jego umięśnione ciało doskonale współgrało z jej delikatna, a zarazem silną sylwetką. Zaczęło się. Airis krzyczała, on wzdychał. Namiętna noc w jaskini to coś czego było im trzeba po tych dniach ciągłego niepokoju.
Nazajutrz, kiedy się obudził Airis spała spokojnie obok niego. -Cóż za wspaniała noc - rzekł sam do siebie. Jeszcze przez jakiś czas leżał obok Airis intensywnie wpatrywał się w nią jakby z niedowierzaniem. I taka była prawda. Lirik wciąż nie mógł uwierzyć w to co się działo ostatniej nocy.Przetarł oczy. -Jak to możliwe ? -To nierealne ! -Czy to się działo naprawdę ? - wciąż zadawał sobie te same pytania. Po dłuższej chwili zerwał się na równe nogi. -Chyba muszę zrobić jej jakieś śniadanie... - wymamrotał po czym opuścił jaskinię i udał się w głąb puszczy...
Długo chodził po dżungli i nic nie mógł znaleźć. Tak jakby nie było tu żadnych zwierząt. Zebrał więc kilka bananów i kokosów i ruszył w drogę powrotną. Gdy dotarł do obozu, Airis nigdzie nie było. Pomyślał, że zanim wróci, on urządzi wspaniałą ucztę. Po około godzinie, kiedy Lirik dumny z siebie rozpalał ognisko, zza krzaków dało się słyszeć szelest. Chwilępóźniej pojawiła się Airis. Cała zalana krwią, pokaleczona, miała podarte, poszarpane ubranie. - Lirik! - krzyknęła. Ten podbiegł do niej i pomógł usiąść przy ognisku. - Ona tu była prawda? - spytała kobieta. - Kto? - odpowiedział pytaniem na pytanie Lirik, przerażony stanem kobiety. - Lirik... mnie tu nie było całą noc.. - Ale... - zaczął mężczyzna po czym zarumienił sie głęboko przypominając sobie ostatnią noc. - Nawet nie uwierzysz co widziałam...
-Opowiadaj - rzekł mężczyzna po czym obydwoje usiedli. -A więc... - zaczęła Airis - Wczoraj usłyszałam ciche wołanie mojego imienia. Dochodziło z Północy. Zainteresowana sytuacją udałam się w głąb puszczy.Głos powoli się nasilał. W pewnym momencie głos ucichł. Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam tabliczkę z napisem "Taris". Bardzo mnie to zdziwiło gdyż nie sądziłam że znajdziemy tu jakieś znaki cywilizacji. Niepewnym krokiem podeszłam do tabliczki. Kiedy byłam już bardzo blisko zobaczyłem że obok niej jest jama. Z jednej strony się bałam lecz z drugiej byłam bardzo ciekawa skąd dobiegało moje imię. Chcąc, nie chcąc weszłam do jamy. Powoli schodziłam w dół. Kiedy byłam już na samym dole poczułam niesamowity smród. Pachniało nieświeżym mięsem i... krwią. Kiedy szłam dalej zauważyłam że ta jama jest wyrobiona z kamienia. To znaczy że ktoś musiał poświęcić budowie dużo czasu. Po chwili usłyszałam płacz. Płacz jakby małego dziecka. Dziewczynki...
- Podeszłam do niej. Miła może z 13 lat, bała bardzo ładna, ubrana w piękną, królewską suknię. Mówiła, że nazywa się Giselle. Wiesz co powiedziała? Że jej statek się tu rozbił. Nie uwierzyłam jej. Zaczęłam wypytywać o bardziej istotne rzeczy, wiesz, jakim statkiem płynęła, gdzie jest reszta i jak znalazł się w grocie. Mówiła bardzo dziwnie. Wierszem, wiesz? To śmieszne. Wiedziałąm, że coś jest nie tak. Zaczełam się wycofywać, gdy jej oczy zaczęły zmieniać kolor. Zaczęła mówić piskliwym głosem, aż nie mogłam jej słuchać. To było przerażające. Gdy znalazłam się blisko wyjścia, podbiegła do mnie. Wierz mi,o mało nie umarłam ze strachu. Złapała mnie za rękę i powiedziała "Wysoko, skąd słychać wietrznej zieleni mowę, Stąd zobaczysz schloną trawy głowę. A potem w dół. I w prawo." Po czym jaskinia zawaliła się.
Obudziłam się po jakimś czasie. Ostatnie co pamiętałam to uderzenie kamieniem w głowę. Kiedy byłam w pełni świadomości zobaczyłam że moja lewa noga jest przygnieciona głazem. Przez kilka godzin targałam się bezradnie. Jednak turbulencje jakie sprawiałam sprawnie poruszając ciałem sprawiły że kamień ustąpił. Kiedy wstałam zaczęłam przeszukiwać ruiny w poszukiwania ciała. Niestety, po dziewczynce nie było śladu. Nie wiedziałam co robić więc przybiegłam tutaj. - O mój boże, to straszne - rzekł Airis z przejęciem - Powiem ci teraz co musimy zrobić...
Lirik stał nieruchomo wpatrzony w Airis. Coś mu się nie zgadzało. Jej słowa brzmiały co najmniej dziwnie. Mimika jej twarzy też wzbudzała wiele podejrzeń. Jej wzrok unikał jego oczu, ciągłe pocieranie nosa, jąkanie się. Pirat nienawidził kłamstwa. W krótkiej chwili potrafił wyczuć nawet najmniejsze łgarstwo. Uśmiechnął się chytrze i rzekł. - Taaa? No patrz, niesamowite! Ty się w ogóle czegokolwiek boisz? - zapytał z przekąsem -Nie wierzysz mi? - wycedziła przez zęby. - No coś ty, miło było posłuchać bajek. Masz bujną wyobraźnię, dobry byłby z ciebie polityk.- powiedział z przekąsem. W oczach Airis było widać kurwiki. Po chwili ciszy zaklęła cicho i powiedziała - Nidy nie umiałam kłamać. -Skądże znowu świetnie ci to wychodziło- zaśmiał się szyderczo. -Tylko nie rozumiem jednego. Dlaczego, dlaczego mnie chciałaś okłamać? Żałujesz tego co się wydarzyło tej nocy?
-Nie, było cudownie, ale ja tak nie mogę. Na kontynencie mam kogoś kto na mnie czeka. Całą historię wymyśliłam rankiem, żeby cię zniechęcić. Ale jak widać nie wyszło. Poszłam nad staw, tam podarłam sobie ubranie, pokaleczyłam nogę. Jak widzisz jestem gotowa do wielkich poświęceń w imię miłości. -mówiła, a on słuchał uważnie, nie przerywał.-Nie chce, żeby mi na tobie zależało. Cenię swoje życie i chce wrócić na kontynent, do Luka. A teraz zjeżdżaj, chce być sama!-wykrzyknęła. Lirik potulnie się oddalił i przy ognisku zaczął przygotowywać śniadanie pogrążony w myślach.
Słowa Airis kotłowały mu się w głowie. Jego myśli krązył tylko wokół niej i ich ostatniej nocy. Nie mógł o tym zapomnieć. To było coś więcej niż tylko pożądanie. Coś nieludzko ciągnęło go do niej. Czy to miłość? Lirik bał się tego uczucia. Pierwszy raz czuł coś takiego. Do tej pory nie traktował kobiet poważnie. Jednorazowe romanse, ladacznice na jedną noc. Nie miał pojęcia o miłości. Wiedział, tylko, że jest tym trzecim. Nie chciał psuć ich związku. Jednak serce mówiło swoje. "Nie możesz tak tego zostawić! Idź za nią!"
I poszedł. To był błąd. - Czego chcesz? - warknęła Airis, zmieniając opatrunek na kostce. - Musimy pogadać - zaczął Lirik. - Jedno pytanie wciąż siedzi mi w głowie... Skoro masz swojego Luka, to dlaczego... - Przelony romans - przerwała mu Airis. - Podobasz mi się. Jesteś słodki. A po za tym - machnęła ręką - co stało na przeszkodzie? To zadziałało na Lirika jak płachta na byka. - Wykorzystałaś mnie! Dla siebie! To wszystko było jednym wielkim oszustwem! Wiesz co? Teraz to mozesz radzić sobie sama! To ja mam mapę, i busolę! - Ale, Lirik - zaczęła kobieta. - To nie tak, jak myślisz, ja cię naprawdę lubię! Jeśli będziemy działać wspólnie, uwolnimy się z wyspy! - Nie! Zostaw mnie w spokoju! - odkrzyknął Lirik. Nie słyszał kolejnych słów Airis, która szepnęła: - Ta dziewczynka śniła mi się. Ta zagadka, którą powiedziała zaprowadzi nas do następnego punktu wyprawy. Pierwszym punktem na mapie była jaskinia Bylucidra? To ta z mojego snu...
Ale Lirik nie chciał jej już słuchać. Odszedł z grymasem na twarzy w głąb puszczy, a po chwili znikną z zasięgu wzroku Airis. -Nie nawidzę kłamstwa - mruczał sam do siebie. Jednak pirat nie wiedział co ze sobą robić. Sam na obcej wyspie czuł się bezradnie. Usiadł na pobliskim pniu i zamkną oczy. Wyobrażał sobie siebie samego, jedzącego gorący posiłek w swoim domu. Tak bardzo tęsknił za tym ciepłem... Kiedy otworzył oczy było jakoś dziwnie cicho. Wydało się to strasznie podejrzane Lirkowi. Chciał się odwrócić i poszukać Airis, ale zanim zdążył to zrobić poczuł ukucie w plecy. Coś jakby strzałka od gry w rzutki wbiła mu się w plecy. Wyciągną ją. Tak, faktycznie to była strzałka. Kiedy się odwrócił zobaczył czarnoskórego mężczyznę z dmuchawką w ustach.Lirik chciał coś krzyknąć ale już nie zdążył... Padł na ziemię i stracił przytomność...
Otworzył oczy i zaraz nasypał się do nich piasek. Był w podziemnym tunelu. I to związany. Na powrót zamknął oczy i oparł głowę o scianę. W tym samym czasie Airis przygotowywała upolowanego zająca. Po około godzinie opadła bezradnie na trawę. - Tak być nie może... Idę go szukać - mruczałą do siebie i ruszyła wgłąb lasu. Po paru krokach pod jej stopą coś zaszeleściło. Schyliła się i podniosła... mapę. Mapa Lirika! Kobieta rozwinęła ją i obejrzała. To znaczy, chciała obejrzeć, ale nic nie było na niej napisane. Airis zmarszczyła brwi i spojrzała pod nogi. Na ziemi leżała strzałka z zakrwawionym kolcem. - Lirik...- szepnęła kobieta. Tylko gdzie go szukać? Może na coś się zda wskazówka dziewczynki ze snu... Zaraz, jak to szła? Już chyba wiedziała o co w niej chodzi...
Kiedy się obudził, zobaczył nad sobą Airis ocierającą jego twarz. -Ccco się stało?-wyjąkał resztkami sił. -Taki z ciebie pirat jak z koziej dupy trąba. - zakpiła kobieta.- Tak się dałeś w konia zrobić.. Ach szkoda mi cię...-Powiesz mi w końcu czy nie?- ożywił się Lirik. - Luk cie załatwił, musisz wiedzieć, że nie ma na świecie bardziej zaborczego mężczyzny. Od razu zwietrzył co się święci. I wiesz co? Dobrze, że się tak stało. Od dawna brakował mi swobody w związku. Już nie jesteśmy razem. Odeszłam. -Uśmiechnęła się i spojrzała na pirata. -Ale nie myśl, że zrobiłam to dla ciebie. Nie pochlebiaj sobie chłopcze. -Yyy...? Dobrze, o tym później..Jak tu się znalazłem? -pytał zdezorientowany - Po prostu, przybyłam w porę i można powiedzieć, żę cie uratowałam bo kiepsko by z tobą było. kazał mi wybierać między nim a tobą, więc wybrałam ciebie. - westchnęła. Na wargach Lirika zaczął pojawiać się chytry uśmieszek. -Widzisz, jesteśmy na siebie skazani - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne - prychnęła kobieta, ale uśmiechnęła się szeroko. - Słuchaj, wiem gdzie musimy teraz iść. Rozwiązałam zagadkę ze snu. "Wysoko, skąd słychać wietrznej zieleni mowę, Stąd zobaczysz schloną trawy głowę. A potem w dół. I w prawo." Wietrzna zieleni mowa to szelest liści, czy drzewo, bo wysoko. Widać schyloną trawy głowę... weszłam na drzewo i wiez co zobaczyłam? Klif. Klif wygląda jakby był schlony, a na nim rośnie wysoka trawa. A potem w dół. Czyli? - spytała Lirika, ale ten spojrzał na nią zdezorientowany, więc westchnęła ciężko - czyli kopiemy w ziemi, kretynie! Chodź! - Poczekaj chwilę... - zaczął Lirik - skąd wziął się tu Luk skoro jesteśmy na opuszczonej wyspie, Atlantydzie i Olimpie zarazem, której nie a na mapie?
@ up moje sie nie liczy, zapomnialam odswiezyc @ piszcie do reji
@ juz nieważne xd
@@@@ ;) @@@@
Gdy doszli do klifu, i wspięli się na sam szczyt, słońce już zachodziło. - Kop - zakomenderowała Airis. - Co proszę? - spytał Lirik, unosząc jedną brew. - Powtórzyć? - zadrwiła Airis. - Kop. - Źle się zrozumieliśmy - zaczął Lirik, patrząc na kobietę wyzywająco. - To MOJ skarb, kochana. Ja z TOBĄ nie pracuję. - Ale, Lirik, to ja rozwiązałam zagadkę - Airis zrobila słodkie oczy - Zresztą, skąd wiesz że to skarb? - Przypuszczam. - To tylko kolejny punkt na mapie - rzekła kobieta. Lirik westchnął cieżko i niechętnie spojrzał na piękną towarzyszkę. - Więc to będzie wskazówka... Ale sam kopać nie będę - uśmiechnął się swoim uśmieszkiem, na co Airis również się rozpromieniła. Pirat rzucił jej łopatę i oboje zaczęli kopać w pisku pod klifem. W pewnej chwili natrafili łopatami na coś twardego. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo...
Uklęknęli i zaczęli kopać dalej rękoma. Okazało się, że zakopana została tam mała skrzynka. Lirik otworzył ją małym kawałkiem wytrychu, który zawsze nosił przy sobie. W środku był klucz.
- Niech mnie Kaszalot kopnie - Krzyknął Lirik, nigdy nie widział tak cudownej rzeczy. Klucz był wykonany ze szczerego złota, musiał mieć co najmniej 300 lat! Airis wzięła podniosła skrzynkę i odeszła na bok zostawiając Lirika z kluczem. Zaczęła opukiwać skrzynkę i odkryła podwójne dno. Szybko podniosła pierwsze dno i jej oczom ukazał się List. Szybko go przeczytała i podeszła do Liryka, który ciągle był zajęty badaniem klucza.
- Skoroś taki mądry to powiedz mi do czego jest to ustrojstwo, które znaleźliśmy - Zaczęła rozmowę. Lirik spojrzał na nią wstrętnym spojrzenie i odpowiedział- Odpierwiastkuj się ode mnie ty ilorazie nieparzysty bo jak cię zlogarytmuje to ci zbiór zębów wyjdzie poza nawias - Hahaha- odparła Airis - ty tu wymyślasz głupie odzywki, a ja dowiedziałam się co ten klucz potrafi, zobacz co przegapiłeś, kozia trąbo- Liryk chciwie zabrał list i oczy z orbit mu wyszły, gdy dowiedział się co ten klucz potrafi. Osoba, która nosi ten klucz staje się niewidzialna, a poza tym można nim otworzyć Arkę Przymierza! Liryk zwrócił też uwagę na osobę która podpisała się pod listem, był to sam Kapitan William Kidd!!!
- To co robimy? - spytał Lirik nie patrząc na Airis. - Daj mapę - rzekła kobieta. Pirat podał jej papirus. - Zostały trzy punkty do znaku X, czyli zapewne jakiegoś skarbu czy coś - odczytała z mapy. Kątem oka dostrzegła, że trzymany w rękach zachwycającego się kluczem Lirika list, posiada treść na odwrocie. Kobieta wyrwała mu list i przy akompaniamencie jego protestów typu "To mój list, zmutowana kałamarnico!" i innych równie bezsensownych, zaczęła go studiować. Lirik'owi po jakimś czasie znudziło się wykrzykiwanie przezwisk pod adresem Airis i sam spojrzał jej przez ramię na treść listu. "Pjoydpzfihelmwnmapjagsikrijnsiba" głosiło krótkie post scriptum. - To logiczne... - mruknęła po jakimś czasie kobieta. - To idiotyczne - poprawił ją Lirik przyglądając się papirusowi ze zmarszczonymi brwiami. - Nie - uśmiechnęła się Airis. - Spróbuj przeczytać zaczynając od "P" co drugą literę. Następna jest "o"...
@ Łuupss, sorki, pomyliłam się ;/ ;p powinno być: Pjoydpzfihelmwnmapjdagsikrijnsiba ;D @
- Kurna, niech mnie dunder świśnie tu jest napisane "Podziemna jaskinia" - mimowolnie powiedział Liryk, po czym szybko dodał - Od razu wiedziałem - Airis uśmiechnęła się i puściła ten tekst mimo uszu. - Chodź piraciku - zakpiła Airis i ruszyła przodem. Liryk ruszył ociężale i po paru krokach potknął się o własne nogi. Airis nie wytrzymała i wybuchła piskliwym śmiechem. Zawstydzony Liryk złapał się za gałąź by się podnieść, lecz zamiast się podnieść, włączył zapadnię. Z ziemi zaczęła wyłaniać się olbrzymia zjeżdżalnia prowadząca w jej głąb. Airis nie myśląc, już zjeżdżała na dół, Liryk tylko krzyknął do niej, że ten upadek był zaplanowany i wskoczył za Airis.
Był to ogromnej długości tunel. Spadali i spadali. Ich "podróż"wydawała się trwać wiecznie. Po godzinie stracili jakąkolwiek nadzieję, że w końcu wylądują. Było to strasznie męczące. Zawroty głowy, zatkane uszy, mroczki przed oczami, mdłości. Czuli się jak po co najmniej 3 dniowym "melanżu" W końcu runęli na ziemię. Airis czym prędzej podniosła się, otrzepała i jak gdyby nigdy nic poszła przed siebie. Lirik dłużej dochodził do siebie, lecz gdy ujrzał w pełni sprawną towarzyszkę, bez chwili namysłu, zapominając o przykrych dolegliwościach popędził za nią.
Po jakimś czasie tunel się skończył. Stanęli przed prostą ścianą, w której wykute były trzy wejścia zakryte głazami. - Tylko skąd mamy wiedzieć którymi iść... - zamyśliła się Airis. Lirik w tym czasie rozglądał się po grocie. Jego uwagę przykuły dziwne wykute rysunki na ścianie jaskini, ukryte za kamieniami lezącymi w kącie. Rysunek przedstawiał trzy okręgi. W każdym z nich wygrawerowane zostało jedno zwierzę. W pierwszym był to krokodyl, w drugim motyl, a w trzecim wieloryb. Do okręgów prowadziły także strzałki. Przy pierwszym okręgu strzałka wskazywała na liście, drugim na czaszkę, a przy trzecim na słońce. Nad rysunkami napisane było: "Dwoje zabije, jedno pozwoli iść dalej. Promienie mogą podpalić liście, liście ukryją czaszkę, choć słońcu nic nie zrobisz, możesz zamknąć oczy. Pozdrowienia. Szalony Kidd" - O co w tym chodzi... - szepnął do siebie Lirik. - Airis! - zawołał towarzyszkę. - Spójrz...
Kobieta podeszła do niego. Wcale nie zdziwiła się znakami. Wywróciła tylko oczami i westchnęła. - Cały Kidd - prychnęła. Obejrzała dokładnie skałę, na której wyryte były rysunki. - Patrz - mruknęła po jakimś czasie do Lirika. - Tu jeszcze coś jest napisane...
"Gdy wybiegną z zegara wszystkie mrówki, krew się rozbije u podnóży serc, uważaj na siebie bo powoli otwiera się mój dom"- Co to znaczy? - spytał Liryk
- Dobra, słuchaj - Airis uśmiechnęła się tajemniczo. - Ja chyba wiem o co chodzi. - No to mów i zwiewamy stad. Trochę tu jakby... strasznie - mruknął Lirik. - Nie mów, że się boisz - zakpiła kobieta. - Rzecz pierwsza, co do tych okręgów. trzy okręgi - trzy wejścia. chodzi o to że za pierwszymi drzwiami jest zwykła droga, bo krokodyl chodzi... troche to głupio brzmi, ale myslę, że o to chodzi... Za drugimi, gdzie jest motyl, jest przepaść. Motyl lata, tak dla informacji. Za trzecimi jest woda, bo narysowana została ryba. Nie wiem czy to jezioro jakieś, kanał czy cos tam innego. W każdym razie to część zagadki jest rozwiązana. A nad ciagiem dalszym... to musze się zastanowić...
- A to o mrówkach? "Gdy wybiegną z zegara wszystkie mrówki" - czyli że co? Może chodzi o to, że jak minie cały dzień, doba czy coś takiego. "krew się rozbije u podnóży serc", hmm... może... ktos z zakochanych zostanie zabity? 'uważaj na siebie bo powoli otwiera się mój dom" - tu już nie mam pomysłów... Co o tym myślisz? - spytał Lirik z nadzieją. - Daj może jakąś podpowiedź... - usmiechnął się.
O, w mordę rekina! - zakrzyknął Liryk - To nie może być to! Mam mały pomysł, ale jest on trochę przerażający. "Uważaj na siebie, bo powoli otwiera się mój dom", oznacza otwarcie się jakiejś groty, która może spaść komuś na głowę, albo Szalony Kidd wraca powoli na ziemię i otwiera na chwilę bramy do miejsca, w którym był po śmierci. - Liryk sam się przestraszył tego co powiedział, nigdy nie wierzył w tą legendę, ale po tym co zobaczył uwierzy we wszystko. - Czyli po upłynięciu jakiegoś czasu, ktoś umrze, a Kapitan William rozpocznie swój powrót na ziemię. - Podsumowała Airis. - Nie, tylko nie idźmy w głąb tej jaskini - zaczął protestować Pirat, bo wiedział, że Airis nie odpuści takiej okazji i tam pójdzie. - Idziemy i nie marudź - zarządziła dziewczyna. Liryk ruszył za nią posłusznie.
Airis podeszła do trzeciego wejścia. - Czemu akurat tam? - spytał Lirik. - Mam pewien pomysł... wiesz, Kidd'owi mogło w zasadzie chodzic o wszystko, ale słońce jest narysowane przy trzecim wejściu - odparła Airis. - A dalsza część zagadki? - zapytał Lirik podchodząc do głazu zasłaniającego wejście. - Nie wiem - warknęła Airis. - Idziemy za słońcem. - A-ale mówiłaś, że ta ryba oznacza, że za tym głazem jest woda... - A co? - spytała drwiaco Airis. - Nie umiesz pływać? - To nie to - odwarknął Lirik. - Zresztą, to nieważne, potem będziesz żałować - dodał i zaczął popychać głaz. Chwilę potem ustąpił. Głaz w sensie, Lirik natomiast miał się bardzo dobrze. - Niech mnie kule biją.... - westchnęła Airis. W środku znajdowało się podziemne jezioro. - Chyba, do stu kulawych abordażystów, musimy pod nim przepłynąć - dodał Lirik
-Słuchaj, może odpoczniemy-zaczęła Airis. Nie ma co się spieszyć, a widzę, że zmęczony jesteś. -No dobra, nie mam nic przeciw temu. Nad jeziorem znaleźli szczapy suchego drewna. Światło zachodzącego słońca wpadało przez komin wylotowy jaskini. Lirik krzesał płomień, a Airis poszła zobaczyć, czy w jeziorze są jakieś ryby. -Patrz co znalazłam-powiedziała po chwili. -Ryby? -Nie, martwego bizona nad brzegiem, jasne że ryby słodki idioto.-zadrwiła. -Miałaś już skończyć.- Przecież dodałam 'słodki', nie pasuje ci? -Nie.- No dobra, przestań już się boczyć. Ja wypatroszę, a ty smaż . -Jak sobie życzysz, pani. -Och, przestań. Siedzieli przy ognisku, śmiali się. Słońce już dawno zaszło, kiedy ich usta się spotkały. Całowali się namiętnie. Airis traciła rozsądek, coraz bardziej opierając się narastającemu pożądaniu. Przesunęła palcem po wargach Lirika. Wsuwała jeden po drugim do jego ust i patrzyła jak on wolniutko je ssie.
Jęknęła cicho. Jej głos poniósł się echem po jaskini. Krew szumiała jej w uszach. Oddychała ciężko. Przesunęła wilgotnymi palcami po policzku Lirika, po szyi, aż wreszcie dotarła do piersi, czuła pod palcami wypukłości jego mięśni. Uklękła, odwiodła czubkiem palca twardą brodawkę, pieściła jego pierś, na moment zamknęła oczy i mocno zacisnęła zęby. Łagodnie, lecz zdecydowanie pchnęła go w tył, na plecy. Pierś Lirika unosiła się i opadała w ciężki oddechu, pulsowało w niej życie. Wsparła jedno kolano przy biodrze chłopaka, drugie wsunęła mu pomiędzy nogi. Cały czas patrzyła mu w oczy. Poczuła jak napina udo pomiędzy jej kolanami i serce zabiło jej jeszcze szybciej. Rozchyliła usta, by móc chwytać oddech. Drugą ręką rozpieła swoją koszulę. Duża silna dłoń wsunęła się pod koszule Airis, dotykała jej pięknych piersi, pieściła brodawki. Ta sama ręka zaczynała schodzić coraz niżej. Pierś chłopaka zaczynała unosić się coraz szybciej...
,aż nagle usłyszeli to straszne bicie dzwonu. Nie mogli tego znieść, szybko wstali, przyprowadzili się do porządku. Rozum Airis, wrócił do starego porządku. Zdawała sobie sprawę z tego co się przed chwilą wydarzyło i przed jej oczami stanął obraz wyrytego na skale wiersza. Pomyślała, że bicie to wyjście mrówek z zegara, więc teraz pora, żeby jakiś kochanek zmarł. Może to chodzi o nich? W końcu można ich nazwać kochankami. Airis rozmyślał, a Liryk wciąż do siebie dochodził. Tymczasem nad głową Liryka zaczął pękać kamienny dach!
@haha ktoś musi kontynuować ;D@@ Czuł, że dziewczyna jest już wilgotna. Skierował jeden palec do jej wnętrza i powoli wsunął go do środka. Usłyszał cichy, przytłumiony jęk. Wyjął palec, ale tylko po to, żeby za chwilę włożyć dwa. Zaczął nimi poruszać w przód i w tył, wsuwać je i wysuwać . Poczuł jej soki spływające na jego rękę. Wojowniczka zaczęła głośno dyszeć – i z chwili na chwilę dyszała coraz głośniej. W pewnym momencie z jej ust dobył się niekontrolowany jęk. Lirik uśmiechnął się w duchu – lubił sprawiać kobiecie przyjemność. Nagle mężczyzna wyjął palce z niej palce i pochylił się nad nią. Wysunął język i dotknął jego czubkiem jej joni. Poczuł tak dobrze mu znany smak kobiecych soków.
Airis zaczęła głośno jęczeć z rozkoszy. Jej pojedyncze westchnienia przerodziły się wkrótce w długie okrzyki przyjemności. Przestała o czymkolwiek myśleć, nad czymkolwiek się zastanawiać – liczyła się teraz dla niej tylko ta przyjemność, chciała, żeby coś większego niż palce czy język zagłębiło się w jej waginie. Nigdy wcześniej nie przypuszczała, że to wszystko może być aż tak przyjemne. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, przyssała się już do jego ust. Dziko, niczym zwierzę. Trwali tak w niemym błogostanie. Lirik pomyślał, że nie może być już lepiej. Duchy nie duchy, demony nie demony, ale on czuje się teraz wspaniale i chce, aby ta chwila trwała wiecznie.
Jednak Airis chciała czegoś więcej. Do pełni szczęścia brakowało jej tylko moc poczucia w sobie męskiego przyrodzenia. Nie wahając się odepchnęła Lirika od siebie gwałtownym ruchem. Gdy zaskoczony chłopak zaczął powoli wstawać, Airis z tajemniczym uśmiechem zaczęła zdejmować mu spodnie. Całując go w szyję, tors, zaczęła schodzić niżej. Rozkoszowała się każdą chwilą. Trwało to długo. Z czasem przyjęli oni pozycję 69. Airis chciała zakończyć te igraszki w tradycyjny sposób. Lirik jakby czytając w jej myślach odwrócił się całując ją w szyję. Już miało dojść do współżycia, gdy Lirik wstał. W najważniejszej dla Airis chwili, on się od niej odwrocił. Cichym, wydobytym przez łzy glosem zapytała "Dlaczego? Co było nie tak?". On odpowiedział "przykro mi... penis nie wstał"
@ Kontynuacja wersji superarti - co z reszty tacy erotomani?? Tworzymy historie przygodową o ile sie nie mylę...@ Airis i Lirk zasłaniając głowy rękami wydostali sie spod spadających głazów. - Mało brakowało - szepnął Lirik. - Taa - mruknęła Airis. - Tyle, że już nie jestesmy w tamtej jaskini... - dodała. Stali w wielkiej sali. Naprzeciw nich znajdowały sie trzy wyjścia - Zapewne te trzy co były po tamtej stronie... - rzekł Lirik. - Patrz, z jednego wylewa sie woda... ale pozostałe, tez tu docierają... - Pamiętasz dalszą część zagadki? - spytała Airis. - Czaszka przykrywa liście,słońce pali je et cetera-one się łączą, o to chodziło. A żywi dotarlibysmy tylko płynąc. Lirik stał przy dwóch posągach. Jeden przedstawiajacy kobietę- drugi mężczyznę, w indiańskiech strojach odświetnych. Posag meżczyzny był troche połamany i uszczerbiony. U ich podnóża płynęła fosa. Ale nie było w niej wody. Była to krew. - To o tych kochanków chodziło - szepnęła Airs...
- A słońce? - zapytał Lirik. - Czemu przy strzałce wskazującej jedyną drogę z obejściem śmierci narysowane zostało słońce? - dodał, patrząc na zafascynowaną posągami Airis. Kobieta odwróciła sie do niego. - Bo gdzieś tu znajduję się Arka Przymierza. Wiesz, ta z listu, a my mamy do niej klucz. W chwili, gdy to powiedziała usłyszeli dziwny stukot, jakby ktoś tu szedł. Nagle jeden z posągów zaczął odwracac w ich strone swoją głowę...
@te moje komentarze nie są dodawane pod rząd. każdy z nich to inny dzień, tylko nikt inny nie pisze :( @ Ściana po przeciwległej stronie pomieszczenia odsunęła się. W progu stanął człowiek, a dokładniej... - ...Przywódca Piratów - szepnął Lirik. - Że kto? - warknęła groźnie Airis kierując ostrze szabli w stronę nieproszonego gościa. - Wiesz - mruknął Lirik wyciągając rewolwer. - Taki jeden co nie żyje. A przynajmniej nie powinien. Wycelował i strzelił. Przywódca Piratów zachwiał się. Jego twarz wykrzywił grymas po czym... zaczął się śmiać jak obłąkany. Chichotał długo aż śmiech się urwał jakby ktoś maczetą uciął. Przywódca Piratów wyszczerzył się w okrutnym uśmiechu. - Witaj, Lirik - jego głos był odległy, świszczący. Machnął rapierem a posągi ciężko zwaliły swe nogi z kamiennych podestów i ruszyły w jego kierunku. Ustawiły sie po obu jego stronach. Przywódca Piratów zwrócił świetliste oczy ku Airis. - I ty witaj, piękna. Nie poznajesz starego wujka?
@Kolejny dzień prawdopodobnie pisze sama :(@ - Tony Povelly? - szepnęła zdumiona Airis - niemożliwe - pokręciła głową - on nie żyje. Zginął razem z moją przyjaciółką, Minervą, na Lucy. - Lucy została wysadzona, faktycznie - rzekł Przywódca - ale to nie równa się śmierci wszystkich znajdujących się na niej ludzi...Widzisz, kochana, raz przeżyłem, to czemu nie miałbym przeżyć i drugi? Twój drogi Lirik mówił ci może, że po drodze przez wyspę przez przypadek zarżnął parę psów? W tym mnie, wiesz? Ale, jak widać, nie spieszy mi się jeszcze do piekła - to mówiąc rzucił sie z szablą na Lirika. Posagi z rykiem ruszyły na Airis.
@@ ja bym pisał częściej, jakby strona, była mobilna, zresztą teraz ludzie jadą na wakacje i internet mogą mieć tylko w telefonie@@ Liryk szybko uskoczył i pośpiesznie wyjął swój rapier. Tony z coraz większą prędkością i siłą, atakował Liryka, że ten ledwo odpierał ataki przeciwnika. W końcu Przywódca Piratów, uderzył w miecz Liryka z taką siłą, że ramię Liryka zostało sparaliżowane. Povell, bez cienia wątpliwości, zaczął atakować, kolana i ramiona Liryka, aż w końcu Pirat upuścił swój miecz i upadł na ziemię. Tonny stanął nad nim i końcem swojej szabli dotknął piersi Liryka, ten jęknął z bólu.
W jaskini słychać było krzyk umierającego Liryka. - Nie-krzyczała Airis - zemszczę się za to, ty obskurna kupo zgniłego gówna - Chciała podbiec do Liryka, lecz gigantyczne posągi, ją przytrzymały.
Krew pulsowała w żyłach Lirika, słyszał tylko bicie własnego serca. Przed oczami robiło mu się ciemno, czuł napierające na pierś ostrze, kiedy wszystko rozjaśnił blask. Busola rozerwała kieszeń, w której była ukryta i poszybowała w górę. Zaczęła wirować. Świeciła jak słońce. Povell napotkał nagle opór piersi Lirika. Nie mógł pchnąć dalej. Powstało tylko małe ukucie, z którego sączyła się krew. Posągi pod wpływem światła rozsypywały się w pył. Airis cięła je na oślep, ostrze z łatwością przez nie przechodziło.
Promień świetlny ugodził Przywódcę Piratów. Ten padł na ziemię. Nie ruszał się. Busola świeciła dalej. Nagle w powietrzu Airis ujrzała dryfującą skrzynię. Wyprawa skończyła się. Zdobyli skarb, ale co to było? Povell nie żyje już na zawsze. Pozostaje teraz kwestia wydostania się z tej przeklętej wyspy. Kompas znowu błysnął światłem. Lirik wiedział co robić. Airis klęknęła przy nim. -Magowie...-szepnął. -Jestem przy tobie.-mówiła-Jesteś bezpieczny, prześpij się. Lirik usłyszawszy te słowa opadł jej na kolana. Pogrążył się we śnie, w mglistych wizjach Twierdzy Magów...
Lirik obudził się i ujrzał pochyloną nad sobą Airis. Znajdowali się na plaży. -Wiesz odkryłam coś bardzo ważnego-powiedziała Airis - w skrzyni jest mapa. Lirik ciężko westchnął -Myślałem, że to koniec tej dziwnej wyprawy. a tu okazało się, że czeka nas kolejna przygoda. Lirik opowiedział dziewczynie o swoim śnie, o twierdzy magów. Airis porównała opowieść towarzysza z mapą. On stwierdził, że z pewnością jest kolejny punkt przygody. Wtem usłyszeli dobiegające od stron y morza okrzyki. odwrocili się i ujrzeli, że ku wyspie zbliza sie statek.
Liryk zerwał się na nogi - Chodź, w końcu wyrwiemy się z tej wyspy- krzyknął do Airis. Nie - odparła Airis - wszystko zepsujesz! Spójrz na mnie. - Liryk nie wiedząc czemu, spojrzał. Oczy Airis zaczęły robić się fioletowe, świeciły tak ostrym światłem, że Liryk powoli tracił swoją świadomość. Został zahipnotyzowany. Usiadł i posłusznie wykonywał polecenia Airis.
-Popłyniesz teraz ze mną na wyspę Magów i odnajdziesz skarb. Potem o wszystkim zapomnisz.- rozkazała Airis. Liris słyszał głos dziewczyny jak przez mgłę. Wstał i zaczął wymachiwać rękoma, chcąc zwrócić uwagę okrętu. Ten ku zdziwieniu Airis zaczął płynąć ku wyspie. Galeon zatrzymał się przy brzegu. Towarzysze ruszyli w jego kierunku.
Wtedy wydarzyło się kilka rzeczy na raz. Lirik i Airis usłyszeli ogromny huk. W niebo wzbił się pył ze środka wyspy. To kompas szukał Lirika. Airis podstępnie nie brała go z jaskini, aby Lirik pozostał bez ochrony, podatny na jej wpływy. Kiedy miał kompas przy sobie nie mogła nic zrobić. Zobaczyli jak kompas leci niczym kometa. Przeleciał nad nimi i spoczął na ręku kogoś na okręcie. Wysoki mężczyzna z powiewającymi na wietrze blond włosami. Ubrany w czerwoną szatę. Airis rozpoznała w nim jednego z magów...
Lirik zahipnotyzowany ruszył w stronę busoli, na statek. Airis pobiegła za nim. -Lirik stój!- krzyknęła. Ten jednak zaczął wchodzić na pokład. Mężczyzna trzymający busolę uśmiechnął się diabolicznie.
Płynęli ze trzy dni. W pewnym momencie dzięki busoli Lirik został odczarowny. Kapitan okrętu "zrozpaczony" William Habell był dziwnie dla nich uprzejmy. Airis widziała jak podsłuchiwał jej rozmowę z Lirikiem o twierdzy magów.Kolejnego dnia kapitan zaprosił jej towarzysza do kajuty nawigacyjnej. Był niezwykle uprzejmy. Poczęstował gościa mocnym napojem.
Wreszcie dotarli na miejsce. Statek zacumował w małym porcie. Lirik wyszedł na drewniany pomost, potem na brukowaną ulicę. Podziwiał miasto. Wreszcie znalazł się w cywilizowanym miejscu. Habell pozwolił mu spędzić 2 dni w mieście. Mógł robić wszystko co chciał. Większość tego czasu spędził w burdelach wydając pieniądze podarowane mu przez kapitana. Airis w trakcie podróży zniknęła. Nikt nie wiedział co się z nią stało. Jednego dnia była, drugiego już nikt nie mógł jej znaleźć. Po dwóch dniach ciągłych uciech i zabaw Lirik skierował się do Twierdzy Magów.
Zapukał do wielkich drewnianych drzwi. Odpowiedziała mu cisza. Zapukał ponownie. Nagle za jego plecami pojawił się jeden z magów. - AAA! - krzyknął zaskoczony Liryk. Czego tu szukasz? - zapytał magik. - Znalazłem pewną mapę, która kazała mi tu przybyć. Sadzę, że to tu znajduję się ukryty przez szalonego Kida skarb. - odparł Liryk. - Pokaż mi tą mapę - rozkazał Mag. - Najpierw powiedz mi jak się nazywasz - odpowiedział Liryk. - Dobrze, moje imię to Magnus, a teraz pokaż mi tą mapę - zażądał Mag. Liryk pokazał mu mapę. Magnus przejrzał ją dokładnie i odparł, że skarb jest ukryty w lochach twierdzy. Mag wskazał ręką, żeby Liryk za nim podążał, więc ten posłusznie schował mapę i ruszył za swoim przewodnikiem. Mag zaprowadził go do lochów. Mapa nagle ożyła, wzleciała w powietrze i przykleiła się do ściany lochu. Przyklejona do ściany zaczęła się przesuwać w głąb korytarza. Liryk i Magnus ruszyli za nią.
Mapa wylądowała na skrzyni. Magnus upierał się, że tej skrzyni nigdy tu nie było. Mówił, że chodził tędy dosyć często i nigdy jej nie widział. Skrzynia była zamknięta na zamek. Liryk sięgnął do kieszeni po klucz, który umożliwia stanie się niewidzialnym. Klucz pasował idealnie. Skrzynia otworzyła się i w powietrze uniosło się krwawiące serce. W skrzyni był jeszcze list.
Lirik odwinął list. W tym momencie do pomieszczenia weszła Airis. Zaskoczona przystanęła. Uśmiechnęła się - Udało Ci się - rzekła rozpłynęła się we mgle. Mężczyzna zerknął na list "Dotarłeś do celu podróży. Tu wszystko się wyjaśnia. Doskonale sobie poradziłeś. Serce w tej szkatule jest sercem Afrodyty, bogini miłości. Skarbem, do którego prowadziła ta przygoda była miłość, którą odnalazłeś w nimfie Airis. Mówiła Ci, że jest Ateną? Ha, zapewne. Miała tylko za zadanie pomóc Ci dotrzeć tutaj. Podejrzewam, że hipnotyzowała Cię parę razy, gdy podświadomie nie chciałeś iść dalej. Teraz musisz to serce zjeść..." W tym momencie wszystko zaszło mgłą, a Lirik zobaczył ciemność. === Świat wiruje. Wszystko wiruje i kołysze się. Lirik leniwie uniósł jedną powiekę. Leżał w hamaku, a statkiem bujały fale. Mężczyzna zamknął na powrót oczy - Co za idiotyczny sen - Mruknął i przekręcił się na drugi bok. KONIEC
Dzięki wszystkim za hm.... fajne pisanie powieści. Według mnie sen Liryka był nawet fajny. Pozdrawiam superarti
Wyniki miały być po 9 lipca, a mamy już 13. Kiedy będziemy znać zwycięzców?
Dziękuję Wam wszystkim za kontynuację tej fascynującej historii! Wybór najciekawszych fragmentów nie należał do łatwych... Trzy osoby powaliły mnie jednak swoją fantazją, uporem w tworzeniu kolejnych wątków i ogromnym zaangażowaniem w całą historię. Chciałbym zatem jako zwycięzców tego konkursu ogłosić osoby skrywające się pod nickami: superarti Risen Reja Zwycięzcom serdecznie gratulujemy!!!
Dziękuję :)
Może nowy konkurs? Przygody Lirika: Przebudzenie :)
Ja również dziękuję! A za konkursem jestem jak najbardziej za, powieść możemy przecież daje kontynuować. ;)
Dziękuję ! ;D
Zgadzam się z tym jak wyżej. Bardzo mi się podobało, takie konkursy są świetne ;P
Książka dotarła i zaczyna się świetnie.
Książka dotarła, dziękuję ;D
Był pół żywy ale żywy teraz dokończymy porachunki nie zabije cie teraz polecisz na stryczek jak na pirata nastało tylko gdzie ja jestem, hmm związanego pirata zostawił na brzegu i poszedł się rozejrzeć.Dookoła tylko woda i wraki statków wszedł wgłąb wyspy i zatrzymał się ciarki przeszły mu po plecach czuł że nie są sami ale gdyby wiedział co kryje ta wyspa co kryje się w konarach drzew został by na plaży ba nawet dał się zabić... Tymczasem pirat ocknął się rozejrzał się był związany więc pomyślał nie jestem sam próbował się rozwiązać ale więzy były bardzo mocne chwile pomyślał i powoli o jakiś wystający kamień zaczął przecinać więzy po jakimś czasie udało mu się.We wraku znalazł pistolet trochę rumu i inne drobiazgi ale w obecnej sytuacji raczej mu się nie przydadzą wyruszył wgłąb wyspy to co zobaczył a raczej co skradało się za plecami jego wroga zmroziło mu krew. Padł strzał bestia upadła.Teraz obaj stanęli na wprost siebie ale czy to był dobry moment na porachunki?......
Zaloguj się, aby dodać komentarz.
historia licytacji
data zakończenia: 07:40:07 04/07/2011
Nie było licytujących.

najnowsze w grupie

najwyżej licytowane


lub

akceptuję regulamin serwisu



lub